Skończyłeś pisać książkę. Teraz stajesz przed pytaniem, które kiedyś w ogóle nie istniało: wysłać maszynopis do wydawnictwa i czekać, czy wydać ją samodzielnie i wziąć cały proces na siebie? Jeszcze dwadzieścia lat temu pierwsza droga była praktycznie jedyną sensowną. Dziś self-publishing przestał być „gorszą alternatywą dla tych, których nikt nie chciał” i stał się świadomym wyborem — dla części autorów wręcz lepszym. Żadna z tych dróg nie jest obiektywnie lepsza. Są po prostu inne, i pasują do różnych książek, różnych celów i różnych ludzi. Przejdźmy przez to uczciwie, bez ściemy w żadną stronę.
Jak w ogóle działają te dwa modele
W wydawnictwie tradycyjnym przekazujesz wydawcy prawa do wydania książki, a on bierze na siebie redakcję, korektę, skład, okładkę, druk, dystrybucję do księgarń i część promocji. Ty dostajesz honorarium — zwykle kilka, kilkanaście procent ceny — a czasem zaliczkę na jego poczet. Wydawca ponosi koszty i ryzyko, więc to on decyduje, co i jak się ukaże.
W self-publishingu jesteś jednocześnie autorem i wydawcą. To Ty zlecasz (albo robisz sam) redakcję i okładkę, Ty ustalasz cenę, Ty wybierasz, gdzie i kiedy książka trafi do sprzedaży. Koszty i ryzyko są po Twojej stronie, ale po Twojej stronie jest też cała kontrola i — co kluczowe — znacznie większa część zysku z każdego sprzedanego egzemplarza.
Cała reszta różnic wynika z tej jednej, fundamentalnej: kto ponosi ryzyko i kto podejmuje decyzje. Spójrzmy na konkrety.
Pieniądze: zaliczka kontra udział w zysku
To pierwsze, o co pytają autorzy, i słusznie. Tyle że odpowiedź jest mniej oczywista, niż się wydaje.
Wydawnictwo tradycyjne płaci autorowi kilka–kilkanaście procent z ceny książki (przy ebookach zwykle nieco więcej niż przy papierze). Z ceny okładkowej 40 zł do autora trafia często kilka złotych. Plusem bywa zaliczka wypłacana z góry — pieniądze, które dostajesz, zanim sprzedasz choćby jeden egzemplarz, i których nie musisz oddawać, jeśli książka się nie sprzeda. Dla debiutanta zaliczki są jednak zwykle symboliczne albo żadne.
Self-publishing odwraca proporcje. Po odjęciu prowizji platformy sprzedażowej do autora wraca znacznie większa część ceny — przy ebookach realnie grube kilkadziesiąt procent. Sprzedaż tej samej liczby egzemplarzy daje więc wielokrotnie wyższy przychód niż w modelu tradycyjnym. Haczyk: nie ma zaliczki, a koszty wstępne (redakcja, korekta, okładka) pokrywasz z własnej kieszeni, zanim cokolwiek zarobisz. Ryzyko finansowe jest Twoje.
W skrócie: w wydawnictwie zarabiasz mało od egzemplarza, ale nic nie ryzykujesz. W self-publishingu ryzykujesz koszty wstępne, ale od każdej sprzedaży zostaje Ci wielokrotnie więcej. Która opcja wygrywa, zależy od tego, ile egzemplarzy realnie sprzedasz — a to z kolei zależy w dużej mierze od promocji.
Kontrola: czyja to właściwie książka
Tu różnica jest największa i najmniej odwracalna.
Oddając książkę wydawnictwu, oddajesz też wpływ na decyzje. Tytuł może zostać zmieniony. Okładka będzie taka, jaką wybierze dział graficzny — niekoniecznie taka, jaką sobie wymarzyłeś. Redaktor może zaproponować cięcia, których nie planowałeś. Cena, termin premiery, kanały dystrybucji — to wszystko decyzje wydawcy. Dla jednych autorów to ulga (ktoś inny bierze odpowiedzialność), dla innych źródło frustracji.
W self-publishingu każda z tych decyzji należy do Ciebie. Ty wybierasz tytuł, okładkę, cenę i moment premiery. Możesz zmienić cenę w środę po południu, zaktualizować tekst po publikacji, wycofać książkę i wypuścić ją ponownie. Prawa zostają w całości przy Tobie. To ogromna wolność — i jednocześnie ciężar, bo każda z tych decyzji jest też Twoją odpowiedzialnością, łącznie z tymi, na których się nie znasz.
Tempo: lata kontra dni
Klasyczna ścieżka wydawnicza jest powolna i autor nie ma na to wpływu. Najpierw wysyłasz maszynopis i czekasz na odpowiedź — tygodnie, częściej miesiące, nierzadko bez żadnej reakcji. Jeśli wydawca powie „tak”, od podpisania umowy do premiery zwykle mija rok lub więcej: kolejka tytułów, plan wydawniczy, cykl redakcyjny, druk. Od ostatniej kropki w maszynopisie do książki w księgarni potrafią upłynąć dwa lata.
Self-publishing działa w zupełnie innej skali czasu. Gdy tekst jest dopracowany, a okładka gotowa, publikacja to kwestia dni, a technicznie nawet godzin. Nie czekasz w niczyjej kolejce i nie potrzebujesz niczyjej zgody. To bezcenne, jeśli piszesz na aktualny temat, planujesz serię w szybkim tempie albo po prostu nie chcesz, żeby gotowa książka leżała rok w szufladzie wydawcy.
Zasięg, prestiż i papier w księgarni
Tu tradycyjne wydawnictwo wciąż ma realne atuty, których nie wolno lekceważyć.
Dystrybucja do księgarń stacjonarnych. Fizyczna obecność na półce w sieciówce to coś, co self-publisherowi jest bardzo trudno osiągnąć. Dla wielu czytelników książka „prawdziwa” to wciąż ta, którą można wziąć do ręki w księgarni.
Prestiż i wiarygodność. Logo znanego wydawnictwa to sygnał jakości — ktoś tę książkę wybrał spośród setek innych. Otwiera drzwi do recenzji w mediach, nagród literackich, zaproszeń na festiwale. Dla literatury pięknej i ambitnej non-fiction to nadal bywa nie do przecenienia.
Marketingowa machina. Wydawca ma kontakty, dział promocji i budżet. Uwaga jednak: ten budżet trafia przede wszystkim do tytułów, które już dobrze się sprzedają. Debiutant w tradycyjnym wydawnictwie często odkrywa, że promocją swojej książki i tak musi zająć się głównie sam.
I to prowadzi do najczęstszego nieporozumienia o self-publishingu.
Mit „wydawnictwo zajmie się promocją”
Wielu debiutantów wybiera tradycyjną drogę z przekonaniem, że wydawca weźmie marketing na siebie. Bywa — ale dotyczy to garstki najmocniej stawianych tytułów. Przeciętny debiut dostaje minimalne wsparcie, a resztę i tak robi autor: media społecznościowe, spotkania, budowanie własnej publiczności. W obu modelach autor, który nie promuje, sprzedaje mało. Różnica polega na tym, że w self-publishingu wiesz o tym od początku i każda godzina Twojej pracy promocyjnej procentuje znacznie wyższym udziałem w zysku.
Wysiłek: ile pracy spada na Ciebie
To uczciwa cena wolności w self-publishingu. Wszystko, co w wydawnictwie robi sztab ludzi, tu jest Twoim zadaniem — bezpośrednio albo przez zlecenie i opłacenie specjalistów. Redakcja, korekta, okładka, skład, opis sprzedażowy, ustalenie ceny, publikacja, marketing, obsługa sprzedaży. Część zrobisz sam, część zlecisz, ale koordynacja całości zawsze jest po Twojej stronie.
Dla jednych to ekscytujące — pełna sprawczość i prowadzenie własnego małego wydawnictwa. Dla innych to obciążenie, które odbiera energię potrzebną do pisania. Warto sobie szczerze odpowiedzieć, do której grupy należysz, zanim wybierzesz drogę.
Którą drogę wybrać
Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, ale jest kilka dość czytelnych wskazówek.
Wydawnictwo tradycyjne ma sens, jeśli zależy Ci na obecności w księgarniach stacjonarnych, prestiżu znanego logo i recenzjach w mediach, piszesz literaturę piękną lub ambitne non-fiction, nie chcesz albo nie masz jak zajmować się stroną techniczną i biznesową, i akceptujesz, że za to wsparcie zapłacisz niskim udziałem w zysku, utratą kontroli i długim czekaniem — o ile w ogóle dostaniesz „tak”.
Self-publishing sprawdzi się, jeśli chcesz zatrzymać prawa, kontrolę i większą część zysku, zależy Ci na szybkiej publikacji, piszesz w gatunkach, które świetnie sprzedają się w ebookach (romans, kryminał, fantastyka, poradniki), planujesz serię lub regularne wydawanie i jesteś gotów potraktować książkę także jak projekt — z marketingiem i decyzjami włącznie.
Coraz więcej autorów wybiera zresztą drogę pośrednią: zaczyna od self-publishingu, buduje publiczność i wyniki sprzedaży, a dopiero z tymi argumentami rozmawia z wydawnictwami — albo świadomie zostaje przy samodzielnym wydawaniu, bo liczby się zgadzają. Self-publishing przestał być „planem B”. Dla wielu autorów jest dziś planem A.
Podsumowanie
Wydawnictwo tradycyjne daje prestiż, dystrybucję do księgarń i to, że ktoś inny bierze ryzyko i część pracy — w zamian za niski udział w zysku, utratę kontroli i długie czekanie. Self-publishing daje wolność, tempo i wielokrotnie wyższy zarobek od egzemplarza — w zamian za ryzyko, koszty wstępne i wysiłek, który w całości spada na Ciebie. Wybór nie zależy od tego, która droga jest „lepsza”, tylko od tego, jaką masz książkę, jaki cel i ile pracy chcesz w to włożyć. Dobra wiadomość jest taka, że — inaczej niż dawniej — naprawdę masz wybór.
Chcesz sprawdzić, jak działa samodzielne wydawanie?
Jeśli druga z tych dróg brzmi jak coś dla Ciebie, nie musisz od razu podejmować ostatecznej decyzji — wystarczy spróbować. Załóż darmowe konto na Bliksy i opublikuj swoją książkę bez kosztów na start, zachowując pełne prawa do tekstu, kontrolę nad ceną i większą część zysku z każdej sprzedaży.