Bliksy

Ile zarabia self-publisher w Polsce? Realne liczby

6 min czytania

Dwóch autorów sprzedaje w tym samym miesiącu dokładnie tyle samo egzemplarzy swojej książki — powiedzmy sto. Pierwszy zagląda na konto i widzi kilkaset złotych. Drugi — kilka razy więcej, choć napisał podobną książkę, w podobnej cenie, dla podobnej publiczności. Skąd ta różnica? Nie z talentu i nie z liczby czytelników. Z tego, ile zostaje w kieszeni autora z każdej pojedynczej sprzedaży. To jest najważniejsza — i najczęściej pomijana — liczba w całym self-publishingu.

W tym artykule odłożymy na bok marzenia i mity i policzymy konkrety: ile realnie zarabia autor w Polsce w zależności od tego, jak sprzedaje, ile trzeba sprzedać, żeby miało to sens, i dlaczego większość zestawień zarobków wprowadza w błąd. Liczby są orientacyjne — stawki bywają różne — ale proporcje między modelami są trwałe i to one decydują o wszystkim.

Nie liczy się cena, tylko marża

Początkujący autor patrzy na cenę książki: „sprzedam ebooka za 30 zł, sto sztuk, to trzy tysiące". W praktyce prawie nigdy nie zostaje mu te 30 zł ze sztuki. Między czytelnikiem a autorem stoi zwykle pośrednik — wydawnictwo, sklep, dystrybutor — i każdy z nich bierze swoją część. To, co realnie ląduje na koncie, nazywamy marżą autora, i różni się ona między modelami sprzedaży tak drastycznie, że dwa razy większa sprzedaż w gorszym modelu potrafi dać mniej pieniędzy niż połowa tej sprzedaży w lepszym.

Dlatego pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć, to nie „za ile sprzedam", lecz „ile mi z tego zostanie". Prześledźmy więc, co dzieje się z jedną książką za 30 zł w każdym z popularnych kanałów.

Ile zostaje autorowi z jednej książki

W wydawnictwie tradycyjnym autor dostaje tantiemy — najczęściej rzędu 8–12% ceny netto egzemplarza papierowego, a przy ebookach zwykle wyższy procent, ale liczony od niższej ceny. W praktyce z książki wartej 30 zł do autora trafia często kilka złotych, czasem mniej. Wydawnictwo bierze na siebie redakcję, skład, dystrybucję i ryzyko — i za to zatrzymuje lwią część przychodu. Debiutant rzadko dostaje wysoką zaliczkę; bywa, że nie dostaje żadnej.

W sklepach i dystrybucji ebooków (samodzielnie lub przez agregator) sklep pobiera zwykle 30–50% ceny. Z 30 zł zostaje więc orientacyjnie 15–21 zł, a jeśli korzystasz z pośrednika łączącego cię z wieloma sklepami, dochodzi jeszcze jego prowizja. W efekcie autor zatrzymuje mniej więcej połowę do dwóch trzecich ceny — znacznie więcej niż w wydawnictwie, ale wciąż z sporym ubytkiem.

W modelu Amazon KDP stawka wynosi 70% ceny w określonym przedziale cenowym (poza nim spada do 35%), pomniejszone o koszt „dostarczenia pliku". Przy dobrze ustawionej cenie zostaje więc około 20 zł z 30 — pod warunkiem, że trafisz w wymagany przedział i sprzedajesz na właściwych rynkach.

W sprzedaży bezpośredniej — gdy sam sprzedajesz czytelnikowi, bez sklepu pośrodku — zatrzymujesz praktycznie całą cenę, pomniejszoną jedynie o kilka procent na obsługę płatności. Z 30 zł zostaje ci wtedy około 28–29 zł. To nie jest niuans: to różnica między kilkoma a niemal trzydziestoma złotymi z tej samej sprzedaży.

Ta sama setka egzemplarzy, cztery różne wypłaty

Wróćmy do naszych stu sprzedanych egzemplarzy po 30 zł i zobaczmy, jak wygląda to samo osiągnięcie w każdym modelu — orientacyjnie:

  • Wydawnictwo tradycyjne: ~3 zł ze sztuki → około 300 zł.
  • Sklep / agregator: ~17 zł ze sztuki → około 1 700 zł.
  • Amazon KDP (70%): ~20 zł ze sztuki → około 2 000 zł.
  • Sprzedaż bezpośrednia: ~28 zł ze sztuki → około 2 800 zł.

Ta sama książka, ta sama liczba czytelników, ten sam wysiłek marketingowy — a wypłata różni się niemal dziesięciokrotnie między skrajnymi modelami. To najważniejsza lekcja z całego zestawienia: zanim zaczniesz walczyć o większą sprzedaż, upewnij się, że nie oddajesz większości pieniędzy po drodze.

Ile trzeba sprzedać, żeby to miało sens

Skoro znamy marżę, łatwo odwrócić pytanie: ile egzemplarzy trzeba sprzedać, żeby uzbierać konkretną kwotę? Przy marży 3 zł zebranie 3 000 zł wymaga tysiąca sprzedanych książek. Przy marży 28 zł tę samą kwotę daje nieco ponad sto egzemplarzy. Innymi słowy: w słabym modelu musisz sprzedać dziesięć razy więcej, żeby zarobić tyle samo.

To dlatego dla self-publishera wysoka marża jest ważniejsza niż wielkie zasięgi. Sto naprawdę zaangażowanych czytelników przy sprzedaży bezpośredniej daje więcej niż tysiąc przypadkowych klików w kanale, który zjada większość ceny. A sto czytelników to cel realny do osiągnięcia nawet dla debiutanta — tysiąc już nie.

Prawda o rozkładzie zarobków

Trzeba to powiedzieć wprost, bo internet jest pełen historii o autorach zarabiających krocie: większość self-publisherów zarabia niewiele. Rozkład dochodów jest mocno „długoogonowy" — garstka autorów zbiera lwią część pieniędzy, a ogromna reszta sprzedaje po kilka, kilkanaście egzemplarzy miesięcznie. Jeśli ktoś obiecuje ci pewny dochód z pierwszej książki, sprzedaje ci marzenie, nie liczby.

To nie powód do zniechęcenia — to powód, żeby myśleć realistycznie. Pierwsza książka rzadko jest źródłem utrzymania; najczęściej jest inwestycją w rozpoznawalność, warsztat i grono czytelników, które zaprocentuje przy kolejnych tytułach. Autorzy, którzy naprawdę zarabiają na pisaniu, prawie nigdy nie dorobili się tego jedną książką — dorobili się katalogiem.

Co realnie zwiększa zarobek

Skoro liczby są, jakie są, warto wiedzieć, na co masz wpływ. Cztery dźwignie działają najmocniej. Marża — czyli wybór kanału, w którym zostaje ci jak najwięcej z ceny; to najszybsza i najpewniejsza poprawa, bo działa od pierwszej sprzedaży. Cena — świadomie ustalona, nie zaniżona z lęku; kilka złotych więcej przy tej samej sprzedaży to wprost kilkaset złotych różnicy na setce egzemplarzy. Powtarzalność — kolejne książki, najlepiej w serii, bo każdy nowy tytuł sprzedaje też poprzednie i buduje katalog, który pracuje bez końca. I bezpośredni kontakt z czytelnikiem — własna lista i strona, dzięki którym nie płacisz za dotarcie do ludzi, którzy już cię znają.

Zauważ, że żadna z tych dźwigni nie wymaga wielkiego budżetu ani szczęścia. Wymagają decyzji i konsekwencji — a to jest w twoim zasięgu niezależnie od tego, czy masz stu czytelników, czy dziesięć tysięcy.

💡 Na Bliksy sprzedajesz bezpośrednio i sam ustalasz cenę

Bliksy stawia twoją książkę tam, gdzie marża jest najwyższa — sprzedajesz ją czytelnikowi bezpośrednio, sam decydujesz o cenie, a przychód ze sprzedaży trafia prosto do ciebie przez bezpieczne płatności. Masz też własną stronę autorską i katalog w jednym miejscu, więc każda kolejna książka buduje na poprzednich. To dokładnie ten model, w którym z tej samej sprzedaży zostaje ci najwięcej.

Najważniejsza liczba to ta, na którą masz wpływ

Nie kontrolujesz tego, ilu ludzi pokocha twoją książkę — ale w pełni kontrolujesz to, ile zostaje ci z każdej sprzedaży. Zanim zaczniesz gonić za zasięgami i reklamą, zadbaj o marżę: wybierz kanał, w którym oddajesz najmniej, ustaw cenę bez lęku i buduj katalog, który sprzedaje się nawzajem. To mniej efektowne niż marzenie o bestsellerze, ale to właśnie te decyzje odróżniają autora, który na książkach zarabia, od tego, który tylko je wydaje.

Jeśli chcesz, żeby z twojej pracy zostawało ci jak najwięcej, zacznij od modelu, który tego nie zjada. Załóż konto na Bliksy, ustal własną cenę i sprzedawaj książki bezpośrednio czytelnikom — z marżą, która realnie się liczy.